FullSizeRender-14.jpg

Tajlandia – wycieczki

Jeżeli sam sobie zorganizowaliśmy wyjazd, to teraz Tajowie zorganizują nam atrakcje. Czy są w tym dobrzy?


Nastawienie Tajów do ludzi z Europy i Ameryki jest bardzo pozytywne. Zawsze starają się pomoc i nie jest to nic dziwnego, że życzliwie nas zagadują. Niestety tak jak w zatłoczonych kurortach Europy, w Tajlandii jest od groma atrakcji stworzonych specjalnie dla turystów – co oznacza, że nie koniecznie pokazują prawdę o tym kraju. Sztandarowym przykładem są wioski longnecków (główne foto), plemienia które przyczepia sobie do szyi metalowe obręcze tak by szyja była dłuższa niż przeciętnego człowieka (jest to ich kanon piękna?). Widok jest druzgocący, zarówno dziewczynki jak i dorosłe kobiety siedzą przy straganach z pamiątkami i fotografują się ze zwiedzającymi. Mam nadzieje, że wsparcie takiego rodzaju handlu przez turystów spadnie poniżej minimum opłacalności. 

Koniecznie trzeba wybrać się do dżungli i na trecking. Jeżeli zdrowie pozwoli oczywiście połączyć można to ze spływem rzeką. Potok nie jest rwący i tylko parę chlapnięć przypomina ze dalej jesteśmy w wodzie. Roślinność bujna i dzika, niejeden mieszczuch będzie pod wrażeniem. 

   
Tutaj uwaga: trzeba zaopatrzyć się w mocny środek na insekty (najbardziej znanym i skutecznym jest mugga)

  
Dla amatorów jedzenia polecam szkole gotowania, na pewno nie zostaniemy mistrzami sztuki tajskiej ale zdobędziemy podstawowe informacje czego w tej kuchni się używa, co trzeba przywieźć do polski a co nie jest dostępne na rodzimym rynku przypraw. 

  
Koniecznie trzeba uczestniczyć w targach ulicznych, zjeść street fooda i rozsmakować się w świeżych owocach morza. 

Chang, to po tajsku słoń, jeżeli wsród towarzyszy podróży znajduje się miłośnik zwierząt to koniecznie trzeba wybrać się na farmę słoni. Sa takie farmy gdzie rzeczywiście nie dość ze można słonie karmić to i kąpać i na nich jeździć. Niestety byliśmy tez w takim miejscu gdzie obchodzono się z nimi źle i widać ze były nieszczęśliwe. Jazda na nich tez nam przyjemności nie sprawiła. 

  
Pozostając przy słoniach, w okolicy Chiang Mai, jest fabryka papieru produkowanego z odchodów słoni. Wygląda to fantastycznie, bardzo europejsko, na dodatek pokazana została cała procedura produkcji takiego papieru (w której można uczestniczyć). Dodam, że nie śmierdzi. 

Celowo nie piszę o świątyniach bo te po prostu zasugeruje Wam przewodnik. 

Dodaj komentarz