IMG_0402.JPG

Tajlandia cz.1

Gdzie lata sie w listopadzie kiedy cała Europa przygotowuje odśnieżacze i wyjmuje ciepłe kurtki… To właśnie Tajlandia. 

Do Azji wybraliśmy sie w czwórkę, zdecydowanie polecam wyjazdy właśnie w większych grupach. 
Niezbyt przesądnie wybraliśmy lot 13 listopada o godzinie 13:15… Liniami aeroflotu. Co za tym idzie musieliśmy lecieć przez Moskwę, wydarzenia ostatnich miesięcy pokazują jednak, że nie ma idealnego przewoźnika, ani środka transportu . 

Obaw było wiele, cześć z nich się potwierdziło. Tylko dwójce z nas udało sie wejść na pokład maszyny lecącej do Szeremietiew. Wszystko przez nadgorliwość urzędników którzy brak pieczątki uznali za niedopatrzenie właściciela paszportu…. Cóż, była to chwila niezwykle irytująca, prośby i błagania nie pomogły. Ostatecznie tylko jedna para zdecydowała sie polecić, druga w tym ja zdecydowała sie zostać i szukać innych możliwości przelotu. 

Jednym rozwiązaniem było przebukować lot, znaleźć alternatywne połączenie. Chodziło o to żeby na dowodzie lecieć do innego kraju europejskiego i dalej posługiwać sie już paszportem amerykańskim. Muszę tutaj wspomnieć ze polskie prawo w wyjątkowo brutalny sposób obchodzi sie z posiadaczami podwójnego obywatelstwa… Tyle że to nie jest blog o prawie miedzynarodowym więc nie będę dalej wchodzić w szczegóły. 

Tego samego dnia wieczorem, dzięki pomocy pracownikow areoflotu, lecieliśmy do Paryża, kolejnego dnia do Bangkoku. 

Cóż, nieszczęścia chodzą parami i nasz przylot do Francji zbiegł się w czasie z tragicznymi w skutkach atakami terrorystycznymi. Prosto z lotniska dojechaliśmy do przystanku Opera (kto był ten wie gdzie) to tuż obok strzelaniny w której zginęło ponad 140 osób… Paryż był tej nocy inny, opustoszały, smutny. Sztory w lokalach pozaslaniane, z obawy o to co może stać się za chwile. 

Polska ambasada oczywiście zachowała się karygodnie niewpuszczając swoich obywateli- trudno to komentować, tym bardziej rozumieć. 

Mimo wszystko zobaczyliśmy wierze Eiffla turystyczny symbol Paryża i charakterystyczna zabudowę. Jakby wygladała Warszawa gdyby nie została zniszczona……

Od rana we Francji stan wyjątkowy i zamknięte niebo dla podróżujących to był cios w nasz lot. Czy znów nie uda nam sie wsiąść na samolot? Po pierwszych depeszach byliśmy pewni ze wszystko sie przedłuży. Mimo wiele bardziej drobiazgowej kontroli wsiedliśmy do boeinga air france.

W tak długiej podróży nawet klasa ekonomiczna to miejsce ciepłych posiłków i napojów. Ile przewoźników tyle rożnych standardów. Bezbłędna obsługa tak trzeba określić serwis francuski. 

Każde danie opatrzone było dwoma butelkami wina: czerwonego wytrawnego i czerwonego typu porto. Świetna reklama dla lokalnych produktow, w tym także porcja sera pleśniowego, dwie ciabatty, Ciasto czekoladowe typu brownies, przekąski: krakersy itd. Szczęśliwy i najedzony mogłem cieszyć sie ogladaniem filmów :) zapomniałem o piwie, które rownież było dostępne. 

Do Bangkoku dolecieliśmy o czasie, udało sie bowiem nadrobić w powietrzu godzinne opóznienie. Kolejna porcja nerwów to oczekiwanie na bagaż (odprawiając sie w Polsce zrobiliśmy to w czwórkę, serwis źle ponalepiał nazwiska i Nasi kompani którzy byli już w Chaing Mai mieli jedna swoją i jedna nasza walizkę) jeden nasz jeden ich. 

Niestety tylko jeden plecak pojawił się na terminalu, przez co straciliśmy blisko dwie godziny na załatwianie w biurze air france jego sprowadzenie do Azji. Chyba nie załadowali go w Paryżu, przy tak drobiazgowej kontroli zrozumiałe ze czasu nie było. Cóż, mimo niedogodności Tajowie zreflektowali sie na tyle ze dostarczyli plecak do hostelu. Dzięki i za to ze odprawa na samolot wewnętrznymi liniami trwa do ostatka i weszliśmy na samolot do Chiang Mai. 

  
Stamtąd już rzut beretem do naszego miejsca pobytu. 
Hej polecamy korzystać z taksówek i tzw. Tuk tuków (taki azjatycki uber bez aplikacji ;)) za niewielkie pieniądze dowiozą Cię gdzie chcesz.

Dodaj komentarz