bombardino

Słodkości tyrolskie

Dobrze, że są sklepy bo inaczej to nie wiem co słodkiego może zjeść tu spragniony narciarz, nie ma tiramisu, nie ma panna cotty, jest bombardino.Może przesadzam z tym, że nie ma, po prostu jest mało, a jak jest to źle zrobione. Może nie powinniśmy mieć pretensji, ale szkoda.

Tiramisu zamówione w restauracji mascarpone musiało oglądać z daleka, dużo śmietany i białek załatwiło sprawę. Biszkopty będące specjalnością włochów tutaj suche bez „wiaterku” i mocnej kawy. Bieda.

tiramisu

Panna cotta to przecież galareta – tego nie da się zepsuć, dzieci chwaliły.

Kakao !

Kakało jak niektórzy mówią – to jedyna rzecz jaką można sobie osłodzić podniebienie – dobrej jakości, na stoku dzięki dyszy spieniającej mleko dodatkowo napowietrzone. Nadaje lekkości mięśniom bo wiadomo wysiłek na stoku wzmaga zapotrzebowanie na witaminki.

W knajpach słabo, ale w sklepach słodyczy jest pod dostatkiem – nasza globalna wiosna i produktu z całego świata. Nawet włoska czekolada wyprodukowana w Polsce! – najtańsza…

Na wspomnienie zasłużyła sobie regionalna firma Loacker – nie taka znów mała, ale produkująca wafle i słodkości z czekoladą i kakao. Szkoda, że niedostępna u nas (akurat trafiłem na degustację wafelków – zaskoczenie bo częstują połową batona a nie jak w Polsce jakąś okruszyną, tu wie się jak dbać o klientów).

Dodaj komentarz