File 05-04-16 12 47 31

Pudełkowe wyzwanie

Codzienna pobudka chwilę po 6-stej? Kawa w biegu i niezdrowe przekąski, o których myślisz, że to już ostatni raz. „Od jutra, od jutra zaczynam dietę” - tak ja też przez to przechodziłem, stąd wyzwanie które dziś zacząłem realizować.

Żeby być precyzyjnym to powiem, że od miesiąca staram się kontrolować swoją dietę, zdecydowanie nie po to żeby się głodzić, ale żeby w rozumny sposób kontrolować to co jem, żeby regularnie spożywać posiłki itd. Nie jestem wyznawcą kaszy, wegańskiego żarcia, diety kwaśniewskiego czy innego cudotwórcy. Staram się za to kierować zdrowym rozsądkiem, dlatego właśnie przez cały miesiąc robiłem to o czym zaraz napiszę.

Po pierwsze zacząłem regularnie jeść małe porcje posiłków, ważyć produkty, liczyć ich kaloryczność. Każdy, kto tego wcześniej nie robił pomyśli, że to koszmar. Rzeczywiście nie łatwo jest kiedy na nasze danie składa się kilka produktów, musimy ważyć wszystko po kolei uwzględniając przyrost masy przez kaszę itd. To jest zobowiązanie, rytm i kawał pracy do wykonania. Z pomocą przyszedł mi smartfon z aplikacją, która skanuje kody kreskowe i podaje kaloryczność na 1 g produktu, zwykła waga kuchenna i małe pudełka plastikowe.

Oczywiście, wiem że ktoś może zapytać, a co z produktami które są trudne do trawienia, przecież organizm zużywa wtedy więcej energii więc ich kaloryczność spada? To wszystko prawda, ale nie popadajmy w szaleństwa. I bez tak precyzyjnych danych jesteśmy w stanie sobie pomóc, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Podkreślam jeszcze raz, że nie chodzi o głodówkę!

Nie zapominajmy także o tym, że każdy z nas ma zupełnie inny tryb dnia, praca siedząca pochłania mniej energii itd… z resztą w internecie jest mnóstwo stron ze wzorami z których możemy oszacować swoje zapotrzebowanie energetyczne. Oprócz tego, wspomniane aplikacje są w stanie oszacować ile dziennie przemierzyliśmy na piechotę.

W takim trybie działania, udało mi się wytrwać przez niemal miesiąc, nie było łatwo bo czasu na pakowanie wszystkiego było bardzo mało!

W pierwszych dwóch tygodniach poznałem, jak silnie jestem stęskniony za fastfoodami, słodyczami itd. Ciągnęło mnie do nich niemiłosiernie, kolnąłem na selera i marzyłem o chipsach. Po około dwóch tygodniach organizm się dostosował i było już elegancko. Bez większych wyrzeczeń w ciągu miesiąca pozbyłem się 3-4 kg.

Czy były dni słabości? Tak, były tzw. cheat days – kiedy, ze względu na pracę musiałem „wypić” „zagryźć” itd. Nie mniej jednak organizm wiedział, że funkcjonuje już w innym trybie i do tego trybu się dostosował. Za co z tego miejsca mu dziękuję :P

Czas więc na kolejną próbę, czyli aktualizację diety pudełkowej. Od dziś przez miesiąc będę jadł tylko to co w pudełkach do mnie przyjedzie (od poniedziałku do piątku).

Ocenię czy rzeczywiście oszczędzony na gotowanie czas jestem w stanie przekuć  w pracę i efektywny odpoczynek. Wciąż bowiem zastanawiam się, czy to rozwiązanie dla zapracowanych, czy dla leniwych. Nie wiem jak wytrzymam bez gotowania przez miesiąc, ale zakładam, że w weekend sobie odbiję.

Postaram się więc i tutaj podzielić się moimi przemyśleniami na temat diety, tego co w niej jest i czy warto się na nią zdecydować.

Dodaj komentarz