IMG_0341

Jedzenie na stoku we włosko-austriackim rozkroku

Każdy sportowiec dobrze wie, że najważniejszy jest dobry posiłek. Na stoku kalorie wychodzą jak szalone i wszystko wydaje się smakować, ale co tam można zjeść.Jak wspomniałem w poprzednim wpisie jedzenie południowego Tyrolu to kuchnia bliska austriackiej. Na stoku jest podobnie, dominują proste i szybkie potrawy mogące czekać na klientów. Oczywiście wspomniany pieczony ziemniak ze Shpeckiem i sosami (ta sama chemia co u nas: majonezy, musztardy, ketchupy). Jest i pizza z wielkiego pieca, czy bratwurst – kiełbasa z grilla.

pizza

Dopadłem także tyrolskiego burgera – kotlet w kajzerce z cebulką papryką i sosiwem. To mój lider jeśli chodzi o przekąski, szybki i smaczny – nawet mięso przygotowywane domowym sumptem a nie jak w Polsce z gotowych forem. Za to żarcie na stoku dostaje u mnie wielkiego plusa.

tyrolski burger

Co do kantyny na stacjach – mam wrażenie, że byłoby lepiej gdyby to był najgorętszy moment sezonu, a że nie było to niestety kuchnia działała na pół gwizdka (krótko i mało). Liczbę deserów można było policzyć na palcach. Jedna blacha podgrzewanej parą lasagne, proste makarony. Mało mało mało – w porównaniu do zeszłorocznej wyprawy.

lasagne

Na stoku oczywiście pić się nie powinno, ale rozsądek jest ważniejszy bowiem w Tyrolu zakazu nie ma, można jeździć do 0,5 promila alkoholu. Nikogo nie zachęcam do spożywania używek, ale powiem tylko, że małe pszeniczne piwo na stoku działa kojąco, Panie wolą bombardino – czyli likier jajeczny zrobiony nie jak u nas na czystej wódce, tylko na brandy, z dodatkiem bitej śmietany – Na Ciepło!

bombardino

Dodaj komentarz