IMG_0291

Bardzo trudna podróż po jadłodajniach

Bardzo długo zastanawiałem się jaki dać tytuł do tego wpisu ponieważ w zasadzie traktuję tu o jedzeniu restauracyjnym, ale nie szukam jednej potrawy nazwijmy to „idealnej” to raczej przegląd tego co można zjeść i ocena czy rzeczywiście warto.

Włoska kuchnia na północy to chyba gruba przesada – nie ma tu prawdziwych włochów, są ludzie regionu posługujący się Niemieckim, Angielskim, Włoskim czy regionalną mieszanką Ladin. Kontakt z ludźmi jest więc utrudniony – na szczęście pozostaje mowa ciała. To wyjątkowo sprawdza się w kuchni – widać kto lubi tu jeść.

Gdy rok temu o tej samej porze byłem na nartach około 50 km niżej jedzenie było zupełnie innej. Prawdziwie włoskie, pełne warzyw, serów. W tej części można o nich zapomnieć – króluje Shpeck czyli po polsku Szpek – dojrzewająca wędzona surowa szynka. Podawana jest w przeróżny sposób jako dodatek do pieczonego ziemniaka czy nawet na pizzy. Oni to po prostu lubią. Nie chce przez to powiedzieć, że to coś niesmacznego – dzięki dużej ilości soli szpek jest niczym nasz boczek, dodający smaku potrawom, ale do prawdy liczyłem na coś innego.

ziemniak

Pizza oczywiście to danie, które nie może zabraknąć nigdzie na świecie – nawet tutaj jest w zasadzie produktem stworzonym pod turystów. Wielkie opalane drewnem piece są w stanie w ciągu od 6 do 8 minut wydać pizzę. I tak ostatecznie każdy ląduje z pizzą chociaż raz (nie liczę dzieci bo te mają wyjątkowo emocjonalny stosunek do placka i jedzą go cały czas). Najgorsze, że pizza jest przynajmniej poprawna, zwykle smaczna lub bardzo dobra, tylko akurat nikt nie ma na nią ochoty…

pizza_2

Potrawy regionalne podobno występują. W kurortach trudno o nie nawet w wydawałoby się drogich restauracjach. Wszystko kręci się wokół tego samego, a jeśli nazwa brzmi egzotycznie to potem dostaje się pseudo calzone tylko trochę inaczej zawinięte – smaczne, naprawdę, ale to nie to czego się oczekiwało.

W paru miejscach próbowałem zup – no nie było to mistrzostwo świata, krem z grzybów to przesadna nazwa dla beszamelu z fixem grzybowym itd.. Trochę za dużo przemysłowego jedzenia.

zupa

Pozostaje tylko życzyć mieszańcom zablokowania dróg, żeby to wszystko sami zjedli!

PS: Serwis drogowy oczywiście lepszy niż Polski, o stokach nawet przy plusowych temperaturach nawet nie wspominam.

PS 2: Rozwiązaniem problemu gastronomicznego odnalazłem w jedynym w mieście sklepie – sieci SPAR. Jak zrobić szybki gulasz wołowy ku podsyceniu sił witalnych – kliknij.

 

Jedna odpowiedź na „“Bardzo trudna podróż po jadłodajniach””

  1. StefanM pisze:

    To język ladyński a nie regionalna mieszanka. Inteligentny człowiek mając 5 języków do wyboru uzna kontakt z lokalną społecznością za ułatwiony a tu po migowemu tuman musi

Dodaj komentarz